Szybka wysyłka 24h

 

Darmowe zwroty 365 dni

 

MBA to najdroższe bezrobocie na świecie - co zamiast tego robią milionerzy 0
MBA to najdroższe bezrobocie na świecie — co zamiast tego robią milionerzy

W 2025 roku po raz pierwszy w historii Harvard Business School 17% absolwentów po dyplomie założyło własną firmę zamiast szukać etatu. Łącznie 35% nie poszło drogą tradycyjnej kariery korporacyjnej. Dla porównania — w 2021 roku własny biznes zakładało 8% absolwentów tej samej uczelni.

To nie jest przypadkowy trend. To sygnał, że coś w relacji między dyplomem MBA a realnym życiem biznesowym przestało się zgadzać. I że coraz więcej ludzi — nawet tych, którzy już zapłacili za najdroższy dyplom na świecie — zaczyna to dostrzegać.

W Polsce MBA wciąż siedzi na piedestale. Kojarzy się z prestiżem, awansem i poważnym podejściem do kariery. Tymczasem na rynkach, które wyznaczają kierunki, coraz głośniej zadaje się pytanie: czy ten dyplom faktycznie daje to, co obiecuje?

Co kupujesz za 50–100 tysięcy złotych

Tyle kosztuje MBA w Polsce. Górna granica w przypadku renomowanych programów sięga nawet wyżej, jeśli doliczyć koszty dodatkowe, dojazdy, podręczniki i czas — czyli zarobki, których przez dwa lata nie zarobisz, bo siedzisz na wykładach.

Co dostajesz w zamian? Sieć kontaktów — to brzmi sensownie. Strukturę wiedzy biznesowej — też nie brzmi źle. Dyplom, który otwiera drzwi do określonych stanowisk — w pewnych korporacjach wciąż tak.

Problem leży gdzie indziej. MBA uczy zarządzania cudzymi pieniędzmi w cudzej firmie według cudzych reguł. Programy są zaprojektowane pod kątem menedżera dużej organizacji, nie pod kątem kogoś, kto buduje własny biznes od zera. Case studies to studia przypadków firm, które już istnieją i mają zasoby — co niewiele ma wspólnego z realnością człowieka, który zaczyna z niczego i musi zdobyć pierwszego klienta do końca miesiąca.

Dan Peña, który zbudował imperium warte setki milionów dolarów, mówi o MBA wprost i bez owijania w bawełnę: szkoły biznesu uczą teorii opisanej przez ludzi, którzy sami nigdy nie prowadzili biznesu. W "Twoim pierwszym 100 milionach" nie zostawia suchej nitki na akademickim podejściu do przedsiębiorczości — i trudno mu odmówić racji, patrząc na jego wyniki.

Problem nie leży w wiedzy — leży w tym, kto jej uczy

To jest sedno całego sporu. Nie chodzi o to, że treści na MBA są złe. Chodzi o to, że często wykładają je ludzie, którzy na własnym biznesie nie zarobili złotówki. Mają doktoraty, publikacje, doświadczenie akademickie — ale nigdy nie musieli zamknąć miesiąca na plusie bez poduszki finansowej cudzej organizacji za plecami.

Kamil Cebulski, założyciel ASBiRO, zbudował uczelnię na dokładnie odwrotnym założeniu. ASBiRO to jedyna uczelnia wyższa w Polsce, gdzie wykładają wyłącznie przedsiębiorcy — ludzie, którzy najpierw zbudowali biznesy, a dopiero potem weszli na salę wykładową. Nie ma tam teoretyków. Każdy prowadzący mówi z pozycji kogoś, kto przerobił to na własnej skórze i własnych pieniądzach.

To fundamentalna różnica. Nie chodzi o to, że teoria jest bezużyteczna. Chodzi o to, że teoria bez kontekstu praktycznego jest jak mapa bez skali — możesz ją czytać, ale nie wiesz, jak duże są odległości w terenie.

Co robią milionerzy zamiast MBA

Odpowiedź jest prosta i nieco rozczarowująca dla wszystkich, którzy szukają skrótu: uczą się od ludzi, którzy już to zrobili, i testują na własnym rynku.

Konkretnie wygląda to różnie w zależności od osoby, ale kilka wzorców się powtarza.

Mentoring od praktyków. Peña zbudował cały model biznesowy wokół idei, że jeden rok z właściwym mentorem jest wart więcej niż cztery lata na najlepszej uczelni biznesowej. Jego seminar QLA (Quantum Leap Advantage) kosztuje dziesiątki tysięcy dolarów za kilka dni — i ludzie płacą, bo liczą na dostęp do kogoś, kto naprawdę to zrobił.

Intensywna samodzielna edukacja. Nie chodzi o czytanie wszystkiego po trochu. Chodzi o wejście głęboko w materiał związany bezpośrednio z tym, co budujesz. Charlie Munger czytał przez całe życie — ale czytał konkretnie i celowo. Warren Buffett spędza podobno 80% czasu na czytaniu. Nie beletrystyki — analiz, raportów, biografii ludzi, którzy zbudowali biznesy w jego branży.

Środowisko, nie sala wykładowa. Sieć kontaktów jest jednym z argumentów za MBA — ale tę samą sieć można zbudować przez aktywny udział w społecznościach przedsiębiorców, konferencjach, grupach branżowych. Często taniej i z bardziej dopasowanymi ludźmi, bo wybierasz środowisko ze względu na jego charakter, a nie ze względu na ranking uczelni.

Ile wiedzy można kupić za cenę MBA

50 000 złotych to dolna granica przyzwoitego programu MBA w Polsce. Za tę kwotę można kupić około 500 wysokiej jakości książek biznesowych — wystarczy na dekadę intensywnej lektury. Albo kilka dobrych programów mentoringowych od praktyków. Albo kapitał na pierwsze testy rynkowe własnego pomysłu biznesowego.

51% przedstawicieli pokolenia Z uważa studia za stratę pieniędzy — wynika z badania przeprowadzonego przez Indeed i Harris Poll. To nie jest głupia opinia zbuntowanej młodzieży. To coraz bardziej racjonalna kalkulacja w świecie, gdzie wiedza jest dostępna szerzej niż kiedykolwiek, a rynek pracy zmienia się szybciej niż programy nauczania zdążają nadążyć.

Pytanie nie brzmi: "czy MBA jest bezwartościowe?" Pytanie brzmi: "czy to jest najlepsze zastosowanie tych pieniędzy i tego czasu dla mnie, w moim konkretnym celu?"

Dla kogoś, kto chce zostać dyrektorem finansowym w korporacji — może tak. Dla kogoś, kto chce zbudować własny biznes — odpowiedź jest znacznie mniej oczywista niż sugerują rankingi i foldery rekrutacyjne.

Czego MBA nie zastąpi i co faktycznie działa

Żadna uczelnia nie nauczy radzenia sobie z porażką. Żaden program nie przygotuje na specyficzny smak miesiąca, w którym nie masz z czego wypłacić pensji. Żadne case study nie odtworzy napięcia pierwszej poważnej negocjacji, gdzie po drugiej stronie stołu siedzi ktoś z wieloletnią przewagą informacyjną.

To są rzeczy, których uczy się tylko przez robienie. I przez kontakt z ludźmi, którzy to już przeszli — i są gotowi mówić o tym szczerze, łącznie z błędami.

ASBiRO zostało zbudowane z przekonania, że ta luka między akademicką teorią a praktyką biznesową jest wystarczająco duża, żeby zbudować wokół niej całą uczelnię. Model oparty wyłącznie na wykładowcach-przedsiębiorcach to zakład, że studenci wolą uczyć się od kogoś, kto zarobił swój pierwszy milion, niż od kogoś, kto napisał o nim artykuł naukowy.

Sądząc po tym, że 35% absolwentów Harvard Business School decyduje się po dyplomie porzucić ścieżkę, do której się przygotowywali latami — ten zakład ma szansę okazać się słuszny.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl